Wobec rosnącej popularności kulturystyki w naszym mieście, oraz wielu zapytań, jakie otrzymuję od młodych (mniej lub bardziej) mieszkańców stolicy, postanowiłem wprowadzić do swoich felietonów nowy temat: kulturystyka dla początkujących. Zacznę jednak nie od rzeczy, które, zdawałoby się, są najbardziej oczywiste, to znaczy od treningu, zalecanych cykli i ćwiczeń i tym podobnych zagadnień. Zacznę od czegoś, co jest nader często pomijane przez (zwłaszcza niedoświadczonych) kulturystów, a więc od diety i suplementacji. Białko, węglowodany, aminokwasy, synteza, rozpad, hydroliza – to tylko wierzchołek góry lodowej i jedne z najbardziej podstawowych zagadnień w materii. Zacznijmy jednak od początku, właściwa dieta, bogata we wspominane już wcześniej białko, węglowodany, aminokwasy i witaminy (o tłuszcze martwić się nie musimy), przyjmowane w odpowiednich proporcjach i zgodnie z konkretnym planem, to dwie trzecie sukcesu u młodego adepta kulturystyki. Niektórym wydaje się, że cała kulturystyka sprowadza się do regularnego machania żelastwem na siłowni, a efekty przyjdą same. Owszem, bez tego ani rusz, ale dieta, wypoczynek i mordercze treningi na siłowni to trzy równoważne, jednakowo istotne elementy składowe walki w pocie czoła o iście posągową muskulaturę.